Game Chef 2014: o tym, czego nie napisałam

share and show love
Być może niektórzy z czytelników Machiny parowej pamiętają o tym, że mam psa (można podziwiać go tutaj). Jedną z jego cech - obok wprost niewyobrażalnego uroku, cudownie lśniącej w promieniach słońca sierści i wymownego psiego spojrzenia - jest umiejętność zapoznawania się z dziełami literatury wszelakiej za pomocą zębów. Tych dziwnych kulinarnych upodobań wciąż nie udało mi się wykorzenić, nic więc dziwnego, że temat tegorocznej edycji Game Chefa w pierwszej chwili skojarzył mi się z procesem dezintegracji książek przy użyciu psich kłów. Rzecz jasna, postanowiłam, że zrobię grę z psem w roli głównej.

Gra, której nadałam roboczy tytuł “Wszystko ma być zjedzone”, miała przedstawiać zmagania Pana Bibliofila ze szczeniakiem o wdzięcznym imieniu Dzikus, który stara się pożreć kolekcję bezcennych woluminów swojego właściciela. Im dłużej jednak myślałam o tym, jak należałoby przekuć ów pomysł w grywalną karciankę i jakie jeszcze elementy chciałabym w grze umieścić, tym dosadniej zdawałam sobie sprawę z tego, że mi się nie uda.

Po pierwsze, zupełnie nie znam się na karciankach i nie mam pojęcia, jak powinna wyglądać funkcjonalna karciana mechanika. Domyślam się za to, że aby taką mechanikę stworzyć, potrzebny jest czas na play testy. Czas zaś jest tym, czego Game Chef nie oferuje w nadmiarze.

Po drugie, przy czym ta kwestia jest dużo bardziej istotna, koncepcja gry szybko zaczęła się rozrastać i ewoluować w kierunku wykluczającym zgłoszenie do konkursu. Każdy nowy pomysł i element, który uważałam za absolutnie konieczny, aby gra mogła być naprawdę fajna oddalał mnie od tematu tegorocznej edycji i towarzyszących mu składników. Z lekkiej i pozbawionej poważnych treści karcianki o piesku zjadającym książki doszłam bowiem do koncepcji gry edukacyjnej o odpowiednim szkoleniu i etycznym traktowaniu zwierząt.

Skąd mi się to wzięło? Przypuszczam, że zrozumie mnie tylko osoba, która mieszka w dużym mieście z psem lub uważnie obserwuje ludzi wyprowadzajacych swoje czworonogi na spacery i reakcje z jakimi spotykają się ze strony osób trzecich. Nie mówię bowiem o znęcaniu się nad zwierzętami, ale o małych zbrodniach, które sprawiają, że na co dzień tak łatwo można natknąć się na agresywne lub po prostu nieposłuszne psy.

Mówię o:
  • matce, która ignoruje mnie i mówi do swojego dziecka “idź pobaw się z pieskiem”, wskazując na mojego psa, dwa razy większego od jej kilkulatka. Na mojego psa, który wciąż jest zbyt młody, żeby być po pierwszym szczepieniu przeciw wściekliźnie;
  • obcych ludziach, którzy bez pytania przywołują do siebie mojego psa, chociaż dzieli ich od niego ulica;
  • wszystkich właścicielach, którzy zakładają swoim czworonogom morderczy zestaw kolczatka + smycz flexi;
  • całkowitym braku edukacji kynologicznej, który sprawia, że dzieci wyciągają ręce prosto do psiego pyska za przyzwoleniem dorosłych, jeżeli tylko pies nie jest czarny;
  • powodach, dla których spokojny, łagodny dog niemiecki ma łapy pogryzione przez nauczone agresji yorki i maltańczyki.
Tego rodzaju przykłady mogłabym mnożyć naprawdę długo, a wszyskie one są powodem, dla którego chciałabym stworzyć grę edukacyjną o pozytywnym szkoleniu psów, właściwym wchodzeniu w kontakt z obcym psem i funkcjonowaniu z nim w miejskiej przestrzeni. Marzy się karcianka lub planszówka z mnóstwem rysunków uroczych szczeniaków, skierowana do dzieci z podstawówki. Starsze dzieci nie pytają mnie, czy mogą mojego psa pogłaskać, ale zachowują się równie nieodpowiedzialnie, co dorośli, z których przecież biorą przykład. Dla dzieci w wieku podstawówkowym najwyraźniej jest jeszcze ratunek. Pewnym problemem jest fakt, że nie mam pojęcia, jak się do tego zabrać. Mimo to, mam nadzieję, że kiedyś, w odległej przyszłości, taka gra powstanie. Jeżeli ktoś z Was chciałby się do tego przyczynić, będę wdzięczna za wszystkie podpowiedzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

comments