Tak bardzo przygodowa przygoda, że bardziej przygodowo już nie można

Czytając tytuł najpewniej zastanawiacie się, o co chodzi. Chciałabym móc napisać, że spieszę z wyjaśnieniami, niestety, kompletnie brak mi słów. Gigantyczna dawka absurdu, którą przed chwilą w siebie wchłonęłam uniemożliwia mi sprawne formułowanie wypowiedzi i powoduje częściowy niedowład palców.

Właśnie wróciłam z kina, gdzie po ekranie w trzech wymiarach skakali, fechtowali i latali Atos, Portos i Aramis wespół z D'Artagnanem i Milady De Winter. W wykonywaniu tych akrobacji asystowali im Buckingham, Rochefort, Konstancja i kardynał Richelieu. Wydaje się, że wszystko to nawiązuje do słynnej powieści Aleksandra Dumas „Trzej muszkieterowie” - szczególnie tytuł sugeruje tego rodzaju konotacje – nie dajcie się jednak zwieść pozorom. Najnowsze dziecko Hollywood z książkowym pierwowzorem ma bowiem niewiele wspólnego.

Nie zmienia to jednak faktu, że jest... Po prostu fantastyczne!

Jeśli chcecie zobaczyć Atosa, wyglądającego, jak mechaniczny ninja, angielskiego hrabiego, w typie Saracena, skrzyżowanego z Hiszpanem, króla Francji, który przybija piątkę z synem wieśniaka, „Mission impossible” w wersji gorset + obcasy, XVII-wieczny realizm na poziomie „Matriksa” i dwa wielkie sterowce, spadające na katedrę Notre Dame de Paris – ruszajcie do kin!

PS. W skali od 0 do 10 daję „Trzem muszkieterom” 101 dalmatyńczyków. Wszystkie głośno szczekają.

KB #25 Właściwe pytanie brzmi: z kim nie gram?

Być może jestem w tym odosobniona, jednak jako Mistrz Gry nigdy nie miałam problemów z poszukiwaniem graczy. Oczywiście, bywały chwile, w których odczuwałam pewien niedobór, niemniej, nie do stopnia, który zmusiłby mnie do rozpoczęcia poszukiwań. W razie głębokiego kryzysu wystarczyłoby przecież sięgnąć do „rezerw” i zaprosić jedną z tych kilku osób, które wciąż czekają, aby u mnie zagrać. Zresztą, wszelkie próby dołączenia do drużyny nowej osoby najpewniej spaliłyby na panewce, bo przecież prowadzenie sesji prawie obcemu człowiekowi to coś, co nie może się udać.

Oto wychodzi na jaw moja nieśmiałość. Podobno najlepiej widać to na początku sesji, kiedy w głosie i gestykulacji ewidentnie czuć moje zdenerwowanie. Tak, czy inaczej, nie wyobrażam sobie prowadzenia komuś, z kim wcześniej nie piłam piwa. Przynajmniej pięć razy.

Wszystko to potrafię sobie bardzo ładnie zracjonalizować, mówiąc o oczekiwaniach graczy, których przecież MG nie może spełnić, jeśli to zupełnie nieznani ludzie. Powoli jednak zaczynam się przełamywać. Mam nadzieję, że w efekcie niektórych irracjonalnych aktów odwagi nie powstanie wielka sesyjna tragedia.

Przegadywanie problemów czy turlanie?
Wszystko zależy od natury problemu oraz mechaniki systemu. Jeśli dawny problem dotyczy raczej sfery społecznej życia bohaterów, a mechanika nieszczególnie mi leży z pewnością będą wolała go przegadać. Szczególnie, gdy daje on graczom pole do popisania się inwencją twórczą. Nie wyobrażam sobie natomiast przegadywania sytuacji, których rozwiązanie wymaga dynamicznych działań.

Używanie mechaniki czy jej przerabianie i omijanie?
Kilka lat temu bez wahania odpowiedziałabym: omijanie, jednak te czasy minęły, kiedy skończyłam prowadzić D&D. Jeśli mechanika jest względnie prosta i wszyscy przy stole czują się z nią w miarę swobodnie z pewnością będę jej używać. Zdarza mi się stosować przeróbki, jeśli jakiś element wydaje mi się kompletnie nielogiczny, nim jednak zacznę je stosować, konsultuję się z graczami.

Światy komercyjne czy autorskie?
Komercyjne; po prostu wydają mi się bardziej przemyślane.

Klimaty fantasy, historyczne, modern czy SF?
Jako MG obecnie czuję się najlepiej w klimatach modern i historycznych. Z kolei jako gracz chętnie wypróbuję wszystko, byle u dobrego MG, który pozwoli mi grać medykiem.

Mistycznie czy fizycznie?
Jeśli muszę wybierać z dwóch powyższych możliwości, to zdecydowanie mistycznie. Odnoszę wrażenie, że to bardziej odpowiada graczkom, a zwykle prowadzę kobietom. Oczywiście, nie tylko mistycznie – na moim sesjach pojawiają się różnego rodzaju problemy, które można rozwiązać na różne sposoby. Kiedy wiem, co lubią moi gracze, staram się, żeby każdy z nich znalazł na sesji coś dla siebie.

Rozwałkę czy suspens?
Suspens.

Z przemocą czy niedomówieniem?
Niedomówienie.

Granie, prowadzenie czy współuczestnictwo?
Najchętniej grałabym i prowadziła równie często, ale jak się nie ma co się lubi, to zazwyczaj pełni się rolę Mistrza Gry.

Co lubię, czego nie dopuszczam?
Lubię, zaangażowanych graczy, którzy zaskakują mnie na sesji swoimi pomysłami. Nie lubię zaś – trudno tu mówić o niedopuszczaniu do czegoś, jesteśmy przecież tylko ludźmi – przenoszenia negatywnych emocji i relacji ze świata rzeczywistego do świata gry oraz zasypiania na sesjach.

Krakowskie Dni z Grami Fabularnymi Lajconik

Tym razem rok akademicki w Krakowie zainaugurował Lajconik – niewielka impreza o raczej lokalnym zasięgu, nastawiona przede wszystkim na granie. Oczywiście, nie mogło mnie tam zabraknąć, nawet, jeśli mogłam być obecna tylko w sobotę i niedzielę wieczorem.


Lokalizacja

W dzień, pomiędzy 10 a 20 [1], uczestnicy mieli do dyspozycji budynek Młodzieżowego Domu Kultury, mieszczący się w pobliżu Ronda Mogilskiego. Niewielki obiekt świetnie pasował do skali imprezy; korytarze nie ziały pustką, jednocześnie udało się uniknąć tłoku. MDK okazał się doskonałym miejscem na tego typu konwent: w jedynym większym pomieszczeniu (sali gimnastycznej), znajdował się Games Room, natomiast pozostałe, małe salki mieściły stanowiska RPG-owe, co zapewniało grającym spokój i prywatność. Dodatkowo, do dyspozycji uczestników był aneks kuchenny, gdzie można było uzupełnić poziom kofeiny i teiny we krwi. Zdobycie czegoś na ząb również nie nastręczało problemów – w okolicy znajduje się kilka sklepów spożywczych oraz stołówka. Z kolei spragnieni złotego trunku mogli udać się do knajpy konwentowej, Artefakt Cafe.


Organizacja

Wielkość imprezy sprawiła, że organizatorzy mogli być wszędzie i natychmiast niwelować ewentualne niedociągnięcia. W moim odczuciu spisali się świetnie – gdy z programu wypadła jedna sesja szybko zorganizowano dwóch zastępczych Mistrzów Gry, a zaprowadzenie zabłąkanego gracza do odpowiedniego stanowiska RPG lub kawowej świątyni nie stanowiło problemu. Bycie jednym z kilkudziesięciu uczestników bez wątpienia ma swoje zalety i było miłą odmianą po dużych konwentach.


Atrakcje

Na konwencie nie odbyła się żadna prelekcja – jedną atrakcją oferowaną przez Lajconika była możliwość grania w RPG i planszówki, więc ci, którzy nie lubią integrować się przy stole z nieznajomymi nie mieli tu czego szukać. Natomiast na jednostki nieco bardziej społeczne czekało mnóstwo ciekawych sesji. Na te zaplanowane wcześniej można było zapisać się przez Internet (a także dopiero na miejscu). Nie zabrakło też sesji zgłaszanych w trakcie imprezy przez chętnych do prowadzenia MG – na tablicach „ogłoszeń sesyjnych” pojawiło się całkiem sporo propozycji, które nie figurowały w programie. Wybór był naprawdę szeroki: od znanych, dużych systemów, jak Warhammer czy Świat Mroku, po egzotyczne gry indie [2].
Rzecz jasna, w przerwie między sesjami można było udać się do Games Roomu na partyjkę ulubionej gry.


Podsumowanie

W znacząco uszczuplonym w ostatnich latach krakowskim kalendarzu konwentowym bardzo brakowało tego rodzaju imprezy, toteż mam nadzieję, że Lajconik zostanie stałym elementem RPG-owego pejzażu miasta.  A gdybyśmy mogli spotkać się ponownie wcześniej, niż dopiero za rok...


Garść statystyk

Na konwencie rozegrano 22 sesje, które prowadziło 17 Mistrzów Gry; Lajconika odwiedziło około 70 uczestników.



[1] przyjezdni, potrzebujący noclegu i chętni na sesje do białego rana musieli przenieść się do klubu „Jędruś” - niestety, nie dotarłam na Nocne Granie, więc nie będę się wypowiadać nt. lokalizacji konwentowej nr 2.
[2] sama zagrałam w „Październik żywych trupów” i „Do: Pilgrims of the Flying Temple”.


***

Kilka słów prywaty poza relacją

Ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że sporo osób kojarzy mnie z Internetu, niektórzy nawet przyznali się, że czytają mojego bloga - bardzo to było miłe, toteż w tym miejscu dziękuję i pozdrawiam wszystkich, z którymi miałam okazję chociaż chwilę porozmawiać, a szczególnie Aeth, Ertaia, Cubuka oraz Gana.